Dialogi planszówkowe
Tagi: głupoty
skomentuj (0)Jak działa chory sen? A właściwie przeziębiony organizm w nocy. Gdy po godzinach męczarni udaje się... hmm... stracić przytomność (bo słowo "sen" byłoby nadużyciem) to przechodzimy do kolejnej fazy tortur. Ani to marzenia senne, ani to blackout, tylko taki... zacięty hipnagog. Tak jak normalnej nocy te przed-senne obrazy pojawiają się i znikają, śmigają przez głowę, aż któryś zamieni się w sen, tak tutaj... Coś o czym pomyślisz przed snem potrafi się zaciąć i męczyć cię przez kolejne nocne godziny, w dodatku zatrzymując organizm w półśnie, przykładowo "czytałam, że jest nowe połączenie promem do Helsinek... statek... stoję na statku... (godzina mija) idę po statku... ciemno... statek... (druga godzina) próbuję zagadać do kogoś na statku... statek (trzecia godzina)" budzisz się i myślisz "raany, ale się zmęczyłam. O, 2 w nocy? To spróbuję zasnąć. Co to w ogóle było? A, statek do Helsinek... co za głupota". I przysypiasz, a tam znowu statek... Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie.
Palacz diabelskiego kotła
Żył sobie kiedyś kowal, który miał bardzo zły charakter i zawsze znęcał się nad swoimi uczniami. Zazwyczaj też nikt nigdy nie wytrzymywał u niego wystarczająco długo, żeby wyuczyć się na czeladnika.
Mimo to znalazł się jeden tak uparty chłopak, że w końcu został czeladnikiem. Postanowił jednak czym prędzej wynieść się od złego kowala i poszukać lepszego miejsca. Po długich poszukiwaniach znalazł pracę. Miał przez trzy lata palić w palenisku, na którym stał przykryty kocioł, lecz pod jednym warunkiem: ani razu nie wolno mu zajrzeć do kotła. W palenisku miały zaś zawsze płonąć dwa polana, ani mniej, ani więcej.
Palił więc chłopak dwa lata pod kotłem, ani razu weń nie zajrzał, a w palenisku miał zawsze tylko dwa polana.
Okazało się bowiem, że to sam diabeł najął go do tego zadania i tak zagroził:
-Jeśli tylko zajrzysz do kotła, albo wsadzisz do paleniska więcej drwa, niż kazałem, to cię zabiję.
Zaczął się trzeci rok służby. Kiedyś diabeł wyszedł na chwilę, a wtedy chłopak nie wytrzymał: podniósł pokrywę kotła i zobaczył, że gotuje się w nim głowa złego kowala, u którego pobierał naukę. Dorzucił wtedy do ognia trzecie polano.
Wrócił diabeł i pyta:
-Coś ty narobił! Dlaczego dorzuciłeś trzecie polano?
A na to chłopak:
-Zajrzałem do kotła i ujrzałem w nim głowę swego byłego majstra. Był tak zły, że zasługuje na większy ogień.
Przystał na to diabeł i chłopak gotował jeszcze przez rok głowę złego kowala na ogniu z trzech polan. Diabeł obiecał mu, że jeśli sumiennie wykona zadanie, to otrzyma sowitą zapłatę. I rzeczywiście, młodzieniec dostał cały wór pieniędzy. Rusza chłopak do miasta, a z naprzeciwka nadchodzi stary człowiek wyglądający na mocno zmartwionego.
Pyta więc palacz:
-Cóż cię tak zasmuciło?
A tamten na to:
-Cóż to pomoże, że ci powiem, i tak nie potrafisz mi pomóc.
-Masz córki? - zapytał chłopak.
-Tak, mam trzy - odparł nieznajomy.
Długo wypytywał parobek staruszka, aż wreszcie dowiedział się, że nieznajomy ma długi i wkrótce musi zapłacić procenty, a nie ma ani grosza.
Rzekł na to chłopak:
-Zapłacę twoje długi, jeśli dasz mi jedną ze swoich córek za żonę.
-Dobrze, zgadzam się - odparł mężczyzna.
Ruszyli następnie do domu, żeby wybrać córkę. Najstarsza nie chciała palacza, bo był w brudnym ubraniu, tak samo i druga. Dopiero najmłodsza zgodziła się wyjść za chłopaka. Czeladnik rozdarł na pół swój skórzany kowalski fartuch, dał jedną połówkę dziewczynie jako zaręczynowy prezent i wyszedł.
Poszedł do miasta, umył się, kupił piękny strój i piękne konie z karetą. Zajechał jak wielki pan pod dom dziewczyny i powiedział, że przyjechał do swoją narzeczoną. Dwie starsze odparły, że z nikim się nie zaręczały, ale najmłodsza przyznała się, że zaręczyła się połówką skórzanego fartucha kowalskiego. Nikt w domu nie rozpoznał przybysza. Chłopak powiedział wtedy:
-Ty właśnie jesteś tą, której szukam.
Wyciągnął drugą połówkę fartucha i przyłożył do tej, którą miała dziewczyna. Pasowały do siebie jak ulał. Ożenił się palacz diabelskiego kotła z najmłodszą córką i zapłacił wszystkie długi jej ojca. Starsze siostry wpadły wtedy w straszny gniew, żałowały srodze, że nie wyszły za brudnego czeladnika. Poszły na strych i ze zgryzoty powiesiły się.
Niedługo potem diabeł odwiedził chłopaka, zaśmiał się i powiedział:
-Ha, ha, ha, ty dostałeś jedną, a ja dwie!
"Piękne jest to, co się podoba ani przez wrażenia, ani przez pojęcia, lecz podoba
się z subiektywną koniecznością, w sposób powszechny, bezpośredni i
zupełnie bezinteresowny."
I. Kant
O, a to ładne. Trafnie powiedziane, że jak coś jest piękne, to nie ma opcji, to jest moja wewnętrzna konieczność, że mi się podoba. I, że bezinteresownie.
To trochę jak z tym poglądem na miłość- że kocham po prostu, bo kocham. Za wszystko i za nic. A nie- kocham, bo przystojny i zabawny. Bo co, wtedy każdego przystojnego i zabawnego kocha? Można pokusić się o posilenie się Kantem (tak, tak, oczywiście to bluźnierstwo) i stworzyć pokrewną teorię:
"Kocha się, ani przez wrażenia, ani przez pojęcia, lecz z subiektywną koniecznością, w sposób bezpośredni i zupełnie bezinteresowny".
Słowo "powszechnie" specjalnie usunięte, nie bądźmy zwyrolami.
hmhm
***
Z tv:
"Modelki są piękne, szczupłe, seksowne... i jeśli plotki mówią prawdę- GŁUPIE. Zaprosiliśmy amerykańskie modelki i modeli do wzięcia udziału w nowym programie, który podda testowi ich inteligencję i wiedzę. Zgłosiło się 16 osób(...)"
Pierwsze przykazanie farciarza: nie ustawaj w wierze.
Egzamin nr 1.
W domu przeglądam po raz kolejny 100 stron notatek. Aby odświeżyć umysł sięgam po starego newsweeka, a tam- artykuł o 30-leciu Łodzi Kaliskiej- dobra, przeczytam, może się przydać. I jadę na uczelnię. 23 zestawy po dwa pytania typu "opisz..." i jedziesz 2h pisania. Ile umiem? Sporo, ale z pierwszej połowy. Spoko, siedzę w dobrym miejscu, powinnam dostać pytanie z początku. Zapisuję na ławce datę powstania Magnum. I kilku niemieckich fotgrafów. I co tam, pytam kumpelę o skład Łodzi Kaliskiej- na wszelki wypadek. Planowany start 18. Tylko, że ja mam bilet na ważny spektakl na 19, pół miasta dalej. To nic, spróbuje napisać w pół godziny- zresztą, jak dostane złe pytania po po 5 minutach wyjdę. Ok, 18. Wykładowcy nie ma. 18.05. Nie ma. Cenne minuty lecą. 18.10. Załamuję się. 18.11 wchodzi! I zaczyna dawać pytania od drugiej strony stołu- och nie! I od tyłu zestawy- gaddemyt, katastrofa. Pierwsze pytanie- fotografia Łodzi Kaliskiej. Ach! Spisuję nazwiska z ławki, liczę 2009-30 i mam datę powstania, przywołuję zdjęcia z newsweeka i płynę. Drugie pytanie spoko, faminizm. Ręka mi zdrętwiała od szybkości pisania, ale trudno! Po 15 minutach biegłam na tramwaj. Na spektakl zdążyłam. Następnego dnia się dowiaduję: "zdałaś! Najpierw postawił ci 3+, ale wtedy ktoś by musiał nie zdać, wiec masz 4"
Egzamin nr 2.
Nie ma co się rozwodzić- hardkor. Z 18 osób 3 podeszły do egzaminu. Dwie nauczone i ja- z wiarą w farta. Dostajemy pytania. Gorzej nie mogłam trafić- ani słowa nie powiem. Ustny. Tym gorzej. Zamiast oddać pustą kartkę po cichu, będę musiała spojrzeć mu w oczy i powiedzieć "nic nie wiem"- co za wstyd. Pierwsza odpowiadająca wspomina o tym Boltanskim, ale z jednego zdania nie sklecę wypowiedzi. Odpowiada druga, przychodzi moja kolej. "A, to o Boltanskim już powiedzieliśmy, to coś innego..." (szczęście w połowie dokonane) "To teksty Natalii LL." Cudownie! Zaczynam mówić, że niedawno wyszła książka, że pisała o swojej twórczości bla bla ładny wstęp i nagle dzwoni telefon i pan wychodzi. Patrzę zdziwiona na drzwi i pytam dziewczyn o jakieś tytuły, ok generalnie wiem, co mówić. Wraca- to mówię o sztuce ciała, że siebie fotografowała, że seria zwyrolskich zdjęć z bananem... i wchodzi inny profesor "nie wiesz, gdzie jest klucz od 14?" i znowu ten wychodzi. Nie ukrywam, byłam nieco zbita z tropu. Ale spoko, mam sporo do powiedzenia, to poczekam. Po chwili wraca i mowi "To ja już pań nie będę męczył, macie 5".
(nasze miny godne sfotografowania)
Farcie, ufam tobie.
***
Z występu:
-Jaka zbrodnia została popełniona w miasteczku?
-Morderstwo!
-Dobrze, a jaki jest pierwszy ślad?
-Zwłoki na polu!
-Dobra, a coś więcej? Te zwłoki... co?
-Zasiały nienawiść.
Tagi: fotografia, przygody, impro
skomentuj (1)